W pogoni za szczęściem

Jak to się dzieje, że wszyscy gonimy za szczęściem, a tak niewielu przyznaje, że je odnalazło? Co stoi na przeszkodzie? Większość z nas odpowie, że to wina okoliczności, pecha, niesprzyjających warunków lub niespełnionych obietnic. Stresująca praca, nielojalni znajomi, rozczarowujące życie, niespełnione pragnienia i niezrealizowane plany sprawiają, że stopniowo i prawie niezauważalnie tracimy zdolność cieszenia się tym, co wokół, fiksujemy się na swoich coraz bardziej wygórowanych oczekiwaniach, tym samym skazując się na wieczną pogoń za nieuchwytną radością bytu.A gdyby dobrze się zastanowić czym to szczęście jest, co byśmy wybrali? Czy to nowy dom? A może samochód? Lepsza praca? A może drugi człowiek – partner, żona, mąż, przyjaciel? Może to święty spokój, zdrowie i pomyślność? I czym to szczęście różni się od zadowolenia lub przyjemności? A może są tożsame?

Każdy pewnie ma inną odpowiedź i każda jest na swój sposób dobra. Nie sposób przecież nikomu narzucić pojmowania tak subtelnego i subiektywnego odczucia, jakim jest szczęście. Bez względu jednak na to, jak będziemy je definiować, przeważnie dzieje się tak, że im bardziej go pragniemy, im bardziej zabiegamy i o nie walczymy, tym szybciej się oddala. Sprawy układają się „na opak”, ludzie zawodzą, podejmujemy złe decyzje. Im bardziej się spinamy, tym marniejsze osiągamy rezultaty. A kiedy mimo wszelkich przeciwności losu uda nam się w końcu dopiąć celu, bywa, że zamiast wytwornego przyjęcia w naszej ulubionej restauracji, trafiamy na pospolity festyn, „karta dań świeci pustką, a na sali siedzi siedemset osób”. ⟨*⟩

Może by zatem skorzystać z mądrości przodków i posłuchać rady Rumiego, XIII-wiecznego mistyka i sufickiego poety, który zmagania z życiem opisuje tak (w moim tłumaczeniu z angielskiego):

„Kiedy biegnę za tym, co wydaje się być moim pragnieniem, moje dni pełne są palącego lęku i niepokoju. Kiedy zaś spokojnie siedzę, cierpliwie i bez poruszeń, to czego pragnę, przychodzi do mnie bez wysiłku. Z tego wnioskuję, że to, czego ja chcę – chce także mnie, szuka mnie i przyciąga. To jest wielka tajemnica, dostępna dla każdego, kto potrafi ją zrozumieć”

 

Rada jest prosta – zamiast gonić, usiądź wygodnie, odpręż się i daj szansę szczęściu. Tylko czy potrafimy znaleźć w sobie tyle wiary i ufności, by cierpliwie czekać? Czy nasza skłonność do kontrolowania wszystkiego wokół nie podsunie „szybkich i skutecznych rozwiązań”, czy umiemy podarować sobie odrobinę bezczynności, dzięki której nabierzemy dystansu i wyraźniej zobaczymy rzeczy takimi, jakie są? Bo kiedy tak już  usiądziemy na chwilę i otworzymy oczy, może się okazać, że wcale nie chcemy tego, czego chcemy, czego rzekomo potrzebujemy i pożądamy. Że szczęście jest zupełnie gdzie indziej i bynajmniej nie trzeba go gonić, ani tym bardziej o nie walczyć. Zauważymy także, że dobrze jest zastanowić się o co prosimy los. Bo możemy to dostać.

P.S. Koniczynka ze zdjęcia jest dowodem na to, że szczęście samo nas odnajduje. Przez wiele lat bezskutecznie próbowałam znaleźć 4-listą koniczynę, wypatrując jej na wszystkich łąkach i w ogrodach. Pewnego dnia wyszłam z psem na spacer, zatrzymałam się na przypadkowym trawniku, w przypadkowym miejscu. Kiedy odruchowo spojrzałam pod nogi, dokładnie na linii wzroku pojawiła się ona. Jest dla mnie potwierdzeniem słów Rumiego i ilekroć zaczynam gonić za szczęściem, przypomina mi, bym usiadła.

⟨*⟩ Pema Cziedryn „Kiedy życie nas przerasta”, Wydawnictwo MUDRA, Kraków 2001 r.

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed