Dlaczego zmiany są trudne?

Zmiany są trudne i bolesne z kilku powodów. Kiedy odkrywamy, że najwyższy czas coś zmienić – siebie, swoje życie, pracę, partnera, znajomych – nadchodzi moment załamania. Stajemy oko w oko z wyzwaniem i nie mamy pojęcia co dalej z tym począć. Wiadomo już, że stan dotychczasowy stracił sens, że nie jest tym, czego o potrzebujemy, a na nową wersję rzeczywistości najczęściej nie mamy jeszcze pomysłu. Poza tym pojawia się lęk, obawa przed tym, co nieznane, niezbadane i niewyobrażalne. To bardzo trudny, depresyjny i frustrujący okres w życiu.

 

„(…) zmiana nie może być wyrażana w kategoriach bezpieczeństwa. Każdy krok jest krokiem w nieznane. Poczucie braku bezpieczeństwa stanowi integralną część tego procesu. (…) Porzucanie starego i ruch w kierunku nowego jest przejściem, które siłą rzeczy łączy się z pewnym bólem.” ⟨*⟩

 

Na dodatek proces ten jest wydłużony w czasie – to nigdy nie dzieje się natychmiast. Samo uświadomienie sobie potrzeby zmiany zajmuje tygodnie, miesiące, a nawet lata. Potem musimy odnaleźć siłę i odwagę, by podjąć wyzwanie. Trzeba przecież będzie zrzucić z siebie stare przyzwyczajenia, społeczne i kulturowe wdruki, które stały się integralną częścią nas samych (a przynajmniej tak je postrzegamy). Po drodze jeszcze jakoś trzeba uporać się z poczuciem bezsilności i bezbronności – kiedy wyłuskamy siebie z tych wszystkich starych nawyków, jesteśmy niczym ostryga siłą wyrwana z muszli, stajemy się przewrażliwieni, odbieramy świat intensywniej i bardziej boleśnie, szukamy na siłę pocieszenia.

Najważniejsze, by w tym okresie nie poddać się napadom przerażenia i rozpaczy – najczęściej na początku drogi zaczynamy żałować decyzji, tęsknimy za tym co znane i bezpieczne, robimy sobie wyrzuty lekkomyślności i nieodpowiedzialności. Najgorsze, gdy otoczenie nas w tym utwierdza i zamiast wsparcia dostajemy od otaczających nas ludzi kolejną porcję lęku do opanowania. Teraz musimy poradzić sobie z dodatkowym balastem (jakby teraz nie było już wystarczająco ciężko…).

Jak to przetrwać? Po pierwsze – otaczać się wyłącznie ludźmi, którzy dają nam siłę i pozytywną energię. Unikajmy tych, którzy nas osądzają i pouczają. Część z nich będzie to robić z troski – ale nie pomagają, jedynie przenoszą na nas swoje własne obawy; po drugie – posłuchać swojej wewnętrznej mądrości – intuicji, która nigdy się nie myli. Tak naprawdę człowiek ZAWSZE WIE CO JEST DLA NIEGO DOBRE, po prostu nie słuchamy swojego wewnętrznego głosu, zagłuszamy go, usprawiedliwiamy swoje decyzje dojrzałością, odpowiedzialnością i zewnętrzną koniecznością; po trzecie – otworzyć się na możliwości i okazje – nagle i nieoczekiwanie zaczną pojawiać się wokół nas sytuacje i ludzie, dzięki którym nasze życie będzie zmieniać się na lepsze, po czwarte – nie pozwolić, by cokolwiek odebrało nam siłę do budowania własnego szczęścia.

Znam kilka osób, które podjęły trud zmiany. Sama przez to przeszłam. W moim przypadku proces ten trwał ponad rok, nie policzę już momentów zwątpienia i załamania, chęci ucieczki i poddania. Ale przetrwałam. Tak jak inni – ci, którzy rzucili dobrze płatną pracę, by robić to, do czego zostali powołani; którzy odeszli od współmałżonków, bo ich związek od dawna był już tylko fasadą kryjącą pustkę i cierpienie; którzy zmienili siebie i na zawsze wyzwolili się z cyklu ofiary. ⟨**⟩ Nikt nie skończył pod mostem, nikt nie żałuje tego, co się stało, nikt nie pragnie powrotu do stanu sprzed zmiany. Przy odrobinie samozaparcia, uporu, czujności na sygnały płynące od świata, uważności i cierpliwości sprawy zaczynają układać się coraz lepiej. Bo jak mawiała Evelyn Greenslade, bohaterka filmu „Hotel Marigold” (która sama dokonała ogromnej zmiany w swoim życiu i to dość zaawansowanym wieku): „w końcu wszystko będzie dobrze. A jeśli nie jest, to zapewniam cię, że to jeszcze nie koniec”.

⟨*⟩Swami Rama, R. Ballentine, Swami Ajaya, „Joga i psychoterapia” Wydawnictwo: Tedson
⟨**⟩ więcej na temat roli i cyklu ofiary znajdziesz w książkach Colina P. Sissona: „Wewnętrzne przebudzenie. Pierwszy krok ku świadomemu życiu” i „Podróż w głąb siebie”

foto: marmit/freeimages.com
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed