Duchowość vs „duchowość”

„Zawsze jestem podejrzliwa wobec ludzi, którzy wygłaszają anielskie proklamacje o tym, jakie wszystko wokół nich jest piękne i świetliste. Kiedy natknę się na kogoś takiego, ogarnia mnie chęć kupienia strzelby.”* I chyba nie tylko w Donnie Farhi w takich sytuacjach budzą się mordercze instynkty. Zajmując się inteligencją duchową i rozwojem tego właśnie obszaru naszej osobowości, zdarza mi się spotykać na swojej drodze ludzi, którzy z jakiegoś, niezrozumiałego dla mnie powodu uznali, że posiedli prawdę objawioną, dotknęli boskości i teraz będą nieść tę mądrość między nieoświecony lud.
Osoby takie najczęściej sprawiają wrażenie całkowicie odlepionych od rzeczywistości, wierzących, że wystarczy tylko czegoś chcieć, a na pewno – niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – to się ziści, z niczego, samo przez się. Nie interesują się światem, bo to zbyt przyziemne, bywa, że ostentacyjnie wygłaszają swoje opinie, z trudnym do ukrycia poczuciem wyższości, wynikającym z kolejnego poziomu „wtajemniczenia”. Najgorsze, gdy zaczynają polemizować z faktami, udowadniać, że nauka się myli, a racjonalizm to niemal ułomność. Niektórzy z nich mają receptę i proste rozwiązanie na niemal wszystko, bagatelizując przy okazji problemy i konsekwencje, a hasło „myśl pozytywnie” zastępuje myślenie jako takie. Często też wpadają w moralizatorski ton, piętnując ludzkie słabości i nie znajdując dla nich usprawiedliwienia. A przecież „nie ma nic bardziej przykrego, niż człowiek, który zachowuje się, jakby miał bezpośrednie połączenie z Bogiem.”**

A z drugiej strony są ludzie, którzy nawet nie muszą się odzywać, a i tak wiemy, że ich wgląd sięga głęboko, czujemy ich wewnętrzny spokój, albo moc, radość istnienia przejawiającą się w drobnych gestach i prostych słowach. Wierzymy im, ponieważ całe ich jestestwo zaświadcza o duchowym doświadczeniu, o długiej wędrówce, jaką przebyli. Czasami mówi się o nich, że mają „stare dusze”, bo wydają się bardziej dojrzali, niż może wskazywać na to ich biologiczny wiek. Najczęściej ludzie ci nie paradują w zwiewnych czy kolorowych szatkach, nie rzucają się w oczy, nie mają tak nachalnego ostatnio „parcia na szkło”. Zapytani – odpowiadają. Niepytani – najczęściej milczą. I nie ma znaczenia w co wierzą – zawsze są tak samo przekonujący, sięgają bowiem pod powierzchnię, do transcendentalnej istoty rzeczy. Mogą mówić o Bogu, Brahmanie, o Jaźni, Buddzie, Tao, czy Źródle. Nie ma to znaczenia, bo to tylko metafory, symbole, próby nazwania nienazwanego.

Ci, którzy dotknęli swojej duchowości, są życzliwie nastawieni do świata, rozumieją potęgę porażek i błędów, cenią doświadczenie, są ciekawi i otwarci. Paradoksalnie – twardo stąpają po ziemi, są logiczni i świadomi. Nie szukają odmiennych stanów świadomości, ani żadnych „odlotów”, nie obwiniają innych za swoje niepowodzenia, wyciągają wnioski i zapobiegają katastrofom, zanim te się pojawią. Zawsze i bez wyjątku są autentyczni.

Światli ludzie nie mają własnych interesów
lecz traktują interesy innych jak swoje własne.
Są dobrzy dla tych, którzy są dobrzy dla nich,
ale i dobrzy dla tych, którzy darzą ich niechęcią,
gdyż dobroć jest źródłem mocy.
Są lojalni wobec tych, którzy są wobec nich lojalni,
ale i wobec tych, którzy postępują nieuczciwie,
gdyż lojalność jest źródłem mocy.
Pośrodku świata trwają cisi i skromni.
Dla dobra świata utrzymują swe serca w stanie rozproszenia.
Gdy wszyscy wytężają uszy i oczy,
światli ludzie tylko uśmiechają się jak rozbawione dziecię.***

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo widzę ostatnio pewien niebezpieczny trend, który może doprowadzić do całkowitego pomieszania pojęć i narobić sporo złego. Osoby, które nie miały okazji poznać tej przestrzeni własnej egzystencji, często traktują duchowość jako „takie tam pitolenie”, całkowicie nieprzydatne we współczesnym świecie i zupełną stratę czasu. Jako argumentów używają właśnie przykładów „duchowości”, którą opisałam na samym początku. Taka właśnie pozorna duchowość jest odpowiedzialna także za opinie, że duchowy rozwój jako taki może wyrządzić krzywdę, odrywając nas od życia i rodziny, narażając na kontakt z wszelkiej maści sektami, niebezpiecznymi praktykami, narkotykami itp. To zaś prowadzić może do ataków i oskarżeń o szarlatanerię i naciąganie naiwnych. Zaraz też pojawią się obrońcy „jedynie słusznej ścieżki” i cynicy różnej maści dezawuujący całe zjawisko.

A przecież duchowość towarzyszy nam od narodzin aż do śmierci, nie jest niczym nadzwyczajnym, jest dana każdemu z nas. Duchowość jest niezwykle ważnym elementem naszego życia i nas samych. Pytanie tylko czy potrafimy ją w sobie odkryć, czy też nie. Czy damy się omamić różnej maści „guru”, czy raczej podejmiemy trud dotarcia do swego wnętrza i sięgniemy po klejnot, który w sobie nosimy.

* Donna Farhi „Joga sztuka życia”, Wyd. Ręczna Robota, 2011 r.
**Aryeh Kaplan „Medytacja żydowska”, Wyd. Charaktery, 2015 r.
***49 rozdział księgi Tao Te Ching za: R.L. Wing „Tao mocy”, Wyd. Sensus, 2010 r.

foto: Akash Malhotra/flickr.com CC
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
  • 27
    Udostępnienia
Bookmark the permalink.

Comments are closed