Jak pokonać zniechęcenie?

Ktoś, kto znajdzie kiedyś skuteczną odpowiedź na pytanie „jak pokonać zniechęcenie?”, w szybkim tempie dorobi się fortuny na poradach, mentoringach i wszelkiej maści szkoleniach. Póki co – musimy radzić sobie sami. Lepiej lub gorzej, znajdujemy więc sposoby, by ujarzmić bestię, a przynajmniej nie dać się powalić. Ja znam kilka sposobów, chociaż nie wszystkie radziłabym wdrażać w czyn, bo choć przynoszą szybkie rozwiązanie i ulgę, to na dłuższą metę mogą być kłopotliwe. Ale sama świadomość, że są, także sporo nam daje.

Sposób 1

ekstremalnie hardcorowy: można położyć się na torach i cierpliwie poczekać aż przejedzie tramwaj 😉 Tego sposobu jednak nie polecam. Działa tylko jeden raz i jest nieodwracalny. Jednak być może właśnie ta jego nieubłagana ostateczność pozwala trzeźwiej spojrzeć na sprawy.

Sposób 2
można się upić. Ten sposób jednak także niesie ze sobą pewne niepożądane konsekwencje: po pierwsze na drugi dzień boli głowa, a po drugie dochodzi moralny kac, bo po pijaku człowiek różne rzeczy wyczynia…

Sposób 3
zgodny ze starym porzekadłem „idź na cmentarz, to się opamiętasz”. Z tej perspektywy nasze przykre położenie wydaje się jakby trochę mniej przykre. W końcu i tak z czasem wszelkie kłopoty i zmartwienia przestaną mieć znaczenie, więc po co tracić na nie zdrowie?

Sposób 4
zrób coś, co sprawia ci przyjemność, nawet jeśli nie masz na to tzw. czasu. Ja tak często robię. Kiedy ogarniają mnie zniechęcenie i frustracja, zostawiam wszystko, zasiadam z kontrolerem przed konsolą PS3 i idę grać. Przez kilka godzin łoję złoczyńców i ratuję świat, a kiedy kończę – poziom endorfin jest wystarczający, by unieść przeciwności losu. To działa jak reset, albo przycisk pauzy – wprawdzie problemów nie rozwiązuje, ale przynajmniej mamy chwilę na całkowite oderwanie od rzeczywistości.

Sposób 5
można zastosować pewną starą metodę, zgodnie z którą możesz pozwolić odejść cierpieniu, smutkom i pragnieniom. Najpierw musisz je jednak rozpoznać. Co tak naprawdę cię martwi i dlaczego czujesz się zniechęcony? Czy rzeczywiście jest tak, jak ci się teraz wydaje? Czy można spojrzeć na to z innej strony?
Kiedy już rozpoznasz te emocje w sobie, przyjrzyj się im, ale bez osądzania i etykietowania. Patrz jak na witrynę sklepową, z bezpiecznej odległości. Nie walcz z nimi, nie czuj się winny, nie odpychaj od siebie. Po prostu się przyglądaj. Im dłużej to robisz, tym wyraźniej widzisz co się kryje pod spodem, pod rozdrażnieniem, bezsilnością i złością. Dzieje się wówczas też coś dziwnego – pojawia się niewielki dystans, miejsce na głębszy oddech, na spokojną refleksję. A także na pogodzenie się z faktem, że nie wszystko w życiu układa się tak, jak byśmy tego chcieli i nie nad wszystkim da się zapanować. I możemy wówczas zdecydować co z tą wiedzą zrobimy – będziemy się pławić w poczuciu żalu, smutku i nieszczęścia, czy postanowimy, że te negatywne emocje nie mają nad nami żadnej realnej władzy.

„Kiedy czujesz się źle i jesteś przygnębiony, moment, w którym odmawiasz poddania się temu uczuciu jest oświecającym doświadczeniem. Gdy to dostrzeżesz, nie musisz już topić się w morzu depresji i żalu. Możesz z tym skończyć, ucząc się, jak nie dodawać kolejnych przykrych przemyśleń do tych już istniejących.”*

Jak pisałam wcześniej – nie ma złotej recepty na walkę z psychicznymi „dołami”. Każdy z nas musi wypracować sobie własną strategię, narzędzia i sposoby. Aby to zrobić – trzeba uczyć się na tym, czego doświadczamy, nie traktować niepowodzeń i rozczarowań jak skaranie boskie, ale jak naukę. Wtedy tylko możemy wzrastać i dojrzewać emocjonalnie. Stajemy się odporni, a przy okazji mądrzejsi. Zatem mądrze przeżywajmy nasze zniechęcenia, a tory przestają być potrzebne.

* Ajahn Sumedho „Cztery szlachetne prawdy” wyd. sasana.pl, 2010

foto: Fred Fokkelman/freeimages.com
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed