Kamień w bucie

Czasem życie nas ugniata, jak kamień w bucie. Uwiera, męczy, drażni, rozprasza i nie daje wytchnienia. Takimi kamieniami mogą być: praca, relacje z innymi, związki, znajomi, niefart, a nawet codzienne sytuacje. Na początku wydają się niegroźne, ot, lekka niedogodność. Znosimy je więc cierpliwie, udając, że ich nie ma. Paradoksalnie tolerujemy toksyczne znajomości, wrednego współpracownika, niesatysfakcjonującą pracę, zbyt niskie zarobki, apodyktycznych członków rodziny. Nie reagujemy z kilku powodów – bo jesteśmy uprzejmi, bo mamy zbyt niską samoocenę, bo nie wypada, co ludzie powiedzą, bo po co robić wielkie „halo”, bo „się jakoś ułoży”.
Najczęściej jednak nic się nie układa, a te „drobne” niedogodności czasem nabierają siły i mocy, stają się nieznośne, kaleczą. Zatruwają nas. A my, słuchając podszeptów lęku, nawet nie chcemy sobie wyobrażać, że moglibyśmy coś zmienić w tym chorym układzie. Z góry zakładamy, że dobrze jest, jak jest, bo zawsze mogłoby być gorzej, lepiej więc nic nie zmieniać.

Sztuką jest odważyć się na to, by mimo wszystko zdjąć but i pozbyć się kamienia. Nie robimy tego w obawie, że coś stracimy, bo przecież lepiej nie palić mostów, a poza tym – nie daj Bóg – jeszcze na tym źle wyjdziemy. Nic bardziej mylnego.

Swego czasu pracowałam w redakcji gazety codziennej. Nie wspominam tego czasu dobrze, tym bardziej, że jestem typem raczej spolegliwym i unikającym konfliktów. Dla świętego spokoju więc znosiłam to, że ktoś podpisał się sam pod moim tekstem, chociaż wspólnie nad nim pracowaliśmy, a to znowu ktoś inny bezrozumnie zredagował artykuł i nie raczył tego skonsultować ze mną, wskutek czego w oczach czytelników wychodziłam bardziej na „głupią blondynkę” niż specjalistę w swojej dziedzinie, a to znowu nie doceniano mojej pracy, z góry zakładając, że tekstów o kulturze i sztuce nikt nie czyta. Po kilku latach odważyłam się rzucić tym wszystko „w cholerę” – pomimo, że czas ku temu nie był najlepszy: niespłacone kredyty, brak innej oferty pracy, niepewność jutra. I tak – było na początku ciężko. I nie – nie żałuję, że to zrobiłam. Żałuję jedynie tego, że nie odważyłam się wcześniej głośno powiedzieć co myślę o tych ludziach, o ich zachowaniu i całej sytuacji. Że nie wygarnęłam im prosto z mostu i z przytupem, że nie życzę sobie takiego traktowania!

Wyrzuciłam kamień z buta i poczułam ulgę. Poza nią stworzyłam nowe okoliczności, nowe możliwości dla samej siebie – zgodnie z prawem próżni* – zrobiłam miejsce na nową pracę, na nowe znajomości, na nową jakość zawodowego życia.
Tę prawidłowość potwierdzają inne moje decyzje. Za każdym razem, gdy sytuacja zaczyna mnie uwierać zbyt mocno, pozbywam się źródła dyskomfortu. Nawet jeśli wiąże się to z zaczynaniem wszystkiego od nowa. I co najdziwniejsze – dzięki temu staję się silniejsza, bardziej odporna, wierzę we własne siły. Umiejętność odcięcia się – nawet jeśli z pozoru wygląda groźnie, a znajomi powtarzają, że na pewno zrujnujemy sobie tym życie  – daje nam coś, czego nie da nam nic innego – odwagę i wewnętrzną moc. I niezwykłe poczucie niezależności. To zaś pozwala na podjęcie nowych wyzwań i wzięcie odpowiedzialności za własne życie. I zawsze się opłaca.

*
„Jeden z najszybszych sposobów na manifestację pomyślności w życiu jest stworzenie próżni. Jeśli trzymasz się negatywnych emocji, nie stwarzasz miejsca, na to by w twoim życiu pojawiły się pozytywne emocje. Jeśli chcesz mieć nowe buty, oddaj niektóre z tych, które już masz. Jeśli chcesz mieć nowe ubrania, oczyść swoją szafę i oddaj niektóre ubrania do schroniska dla bezdomnych. To tworzenie próżni. Dopóki utrzymywałem w swojej głowie schemat bycia ofiarą, nie było w niej miejsca na schemat bycia zwycięzcą. Odkąd raz udało mi się porzucić rolę ofiary otworzył się przede mną świat zupełnie nowych możliwości. Wprawdzie poddanie się temu prawu wymaga wiary, ale musisz być gotów na to, by zrezygnować z tego co już masz. Na przykład: ja nie czuję się właścicielem niczego, chociaż taki tytuł widnieje w dokumentach. Nawet moje samochody i dom, są tylko w moim życiu na chwilę. W końcu trzeba będzie je porzucić by móc iść dalej. Wszyscy przechodzimy przez takie cykle.”⟨*⟩

 

⟨*⟩ Randy Gage „Dlaczego jesteś głupi, chory i spłukany”

foto: adriaan de man/freeimages.com
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
  • 2
    Udostępnienia
Bookmark the permalink.

Comments are closed