To, co potrzebne, przychodzi samo

Pewien znajomy zielarz i uzdrowiciel, który jak na zielarza i uzdrowiciela przystało mieszka wśród łąk i lasów, powiedział mi kiedyś, że zanim w jego rodzinie pojawi się choroba, odpowiednie zioła same przychodzą pod jego dom. To znaczy nie dosłownie, ale wyrastają tuż przy progu, tuż przy przy schodach, przy tarasie wiodącym do ogrodu. Za każdym razem inne, dokładnie takie, jakich będzie potrzebował. Na początku nie zwrócił na to uwagi, dopiero po kilku latach zdał sobie sprawę, że to jednak nie przypadek.

Kiedy usłyszałam tę historię uznałam ją za niezwykle uroczą, ale mocno jednak przesadzoną. No, bo niby jak wyrastają tak same z siebie i dokładnie takie, jak trzeba? Że niby zamówienie z Nieba? Mój racjonalny umysł nie mógł jakoś się z tym pogodzić, a ponieważ nie znalazłam żadnego sensownego wytłumaczenia, postanowiłam więcej o tym nie myśleć. Aż do pewnego czasu…

Tak się w moim życiu ułożyło, że co kilka lat się przeprowadzam – raz są to przeprowadzki rodzinne, innym razem firmowe, ale zawsze wiążą się z koniecznością poszukiwania nowego lokum. Każdy, kto choć raz tego próbował, wie, że nie jest łatwo: a to za daleko, a to za drogo, a to warunki nie takie, jakie być powinny, a to sąsiedzi do niczego itd., itp. Im bardziej mi zależy – tym efekty mizerniejsze. Przy kolejnych przenosinach, zniechęcona i zmęczona poszukiwaniami uświadomiłam sobie, że za każdym razem mieszkanie i biura, które ostatecznie wynajmowałam „przychodziły same”. Przez przypadek – bo ktoś coś słyszał, bo znajomy miał akurat coś na zbyciu, bo okoliczności się dobrze ułożyły…. Im mniej szukałam, tym na lepszą ofertę trafiałam. Lokale były dokładnie takie, jakich mi było w tym momencie potrzeba – w odpowiedniej lokalizacji, odpowiednio duże, w odpowiednich cenach, w odpowiednim standardzie. Zawsze, bez wyjątku.

Odkrycie to nieco zachwiało moim chłodnym i logicznym oglądem rzeczywistości. Zaczęłam dopuszczać do siebie myśl, że jednak „przychodzą” do nas rzeczy, osoby, sytuacje, które akurat w tym momencie życia są nam potrzebne. Przypomniałam sobie wszystkie te dziwne momenty w swoim życiu, kiedy nagle obok pojawiał się ktoś, kogo nie widziałam kilkanaście lat i nie miałam z nim żadnego kontaktu, ale był mi w tym momencie na swój sposób potrzebny, mógł mi pomóc lub wesprzeć; kiedy znajdowałam to, co było akurat niezbędne, a co do tej pory było nieosiągalne; kiedy niezwykłym zbiegiem okoliczności graniczącym z cudem, nagle pojawiało się rozwiązanie.

Po prostu właściwe rzeczy zdarzają się we właściwym czasie. A przynajmniej jest tak, jeżeli pozwalasz im się wydarzyć, współdziałając z okolicznościami, zamiast mówić: „To się na pewno nie zdarzy w ten sposób” i starać się, aby zdarzyło się w inny sposób. Jeżeli jesteś w harmonii ze Sposobem W Jaki Rzeczy Działają, wówczas działają one tak, jak powinny, bez względu na to, co akurat w danej chwili myślisz.*

 

Od tamtej chwili minęło kilka dobrych lat, a ja coraz bardziej rozumiem, co miał na myśli mój znajomy zielarz. Rzeczywiście tak jest, że dostajemy to, czego naprawdę nam potrzeba. Musimy tylko umieć to dostrzec. I odróżnić od tego, czego byśmy chcieli, bo to dwie różne i często niekompatybilne rzeczy. Często bowiem pragniemy tego, co w ogóle nam nie jest potrzebne i unikamy tego, co akurat powinniśmy od życia dostać. A potem dziwimy się, że idzie „jak po grudzie” – za wolno, za trudno, zbyt problematycznie. Bywa też, że dostajemy to, czego wcale nie chcemy, a przynajmniej tak nam się wydaje. Nagle plany biorą w łeb, chociaż tak dobrze szło, włożyliśmy w to tyle pracy, energii, a nierzadko i pieniędzy. Zastanawiamy się za jakie grzechy spotykają nas te wszystkie trudności i przeciwności, a zupełnie nie bierzemy pod uwagę faktu, że może to właśnie dla nas jest najlepsza wersja rzeczywistości.

Od czasu, kiedy mieliśmy z mężem pomysł na to, by wybudować dom, minęło 10 lat. Kiedy nie dostaliśmy kredytu we frankach na tę inwestycję (chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tak się stanie), byliśmy wściekli. W 2009 roku przyszedł kryzys, a kurs franka poszybował w górę i już wiadomo, że przez najbliższe lata raczej nie z tej wysokości spadnie. Dzisiaj dziękujemy wszechświatowi, że bank odmówił nam pożyczki…

Zdobądź się na większą otwartość;
Dbaj o największą harmonię.
Stań się częścią wszystkich rzeczy.
(…)
Powrót do źródła oznacza harmonizację;
Mówi się, że to cykl przeznaczenia.
Cykl przeznaczenia jest zwany absolutem;
Znajomość absolutu jest zwana mądrością.
(…)**

 

Rzeczy najczęściej mają się tak, jak powinny się mieć. Jeśli umiemy to dostrzec, unikamy w życiu wielu rozczarowań i kłopotów. Dostosowujemy się do okoliczności, a one dostosowują się do nas. Pojawia się rodzaj harmonii między nami a wszechświatem – a wraz z nią lepsze i szczęśliwsze życie.

* Benjamin Hoff „Tao Kubusia Puchatka”, Dom Wydawiczy Rebis, 1993 r.
** Lao Tsu „Tao Te Ching” (w): R.L. Wing „Tao mocy”, Wyd. Helion 2010 r.

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed