Ryzyko skrajnych emocji

Żyjemy w skrajnie melodramatycznym modelu rzeczywistości. Romantyczna tradycja, religijne wskazówki, filozoficzne rozważania przyzwyczaiły nas do tego, że silne emocje, intensywne przeżywanie wszystkiego co wokół, definiują naszą ludzką naturę, są dowodem istnienia, wrażliwości itp., itd. Jeśli coś przeżywamy, to musi być intensywnie, bo inaczej się nie liczy. Radość z wygranej musi być okraszona wrzaskiem i egzaltacją. Smutek po stracie musi być rozdzierający, przeżywany po cichu – w odczuciu wielu osób – nie jest odpowiednio głęboki. Emocjonalne umiarkowanie od razu traktowane jest jako dysfunkcja, zaburzenie, zbytnia kontrola, która „na pewno skończy się rakiem albo zawałem”.

Tak więc żyjemy sobie skąpani w silnych emocjach. I powoli przyzwyczajamy się, że jeśli nam nie towarzyszą, to nasze życie jest puste, pozbawione sensu i smaku. Więc desperacko dążymy do tego, by ciągle doznawać nowych wrażeń, by entuzjazm towarzyszył nam od rana do wieczora. Możemy kochać albo nienawidzić, byle wyraziście. Tryskać niepohamowaną energią albo pokazowo cierpieć. I kiedy te ekstremalne odczucia słabną (co jest całkiem naturalne, bo nie da się żyć na ciągłej „korbie”), zaczynamy martwić się o stan naszej psychiki. Od razu podejrzewamy się o apatię, wypalenie, a nierzadko – co w moim odczuciu jest bardzo niebezpieczne – o depresję. No bo skoro rano wstajemy i nic specjalnego nie czujemy – to musi być z nami bardzo źle…

Utwierdzają nas w tym wszelkiego rodzaju śniadaniowe TiVi, filmy, programy i artykuły. Wypowiadają się w nich mądre głowy, analizując problem z iście naukowego punktu widzenia, zalecając kolejne specyfiki na poprawę nastroju, wysyłają na kolejne kursy i warsztaty, które mają nam przywrócić „energię życiową”. Bycie wycofanym i powściągliwym traktowane jest niemal jak jednostka chorobowa. A wycofanie może być zbawienne. Uczy tego cała wschodnia filozofia, uczą tego teksty stoików. Bo wycofanie to nie ucieczka. To wybór życia w równowadze.

„Być umiarkowanym, to powrócić, zanim się zbłądzi.
Powrócić, zanim się zbłądzi, to mieć podwójny zapas mocy.
Mieć podwójny zapas mocy, to móc przezwyciężyć wszystko”*

Skrajności są zgubne. Jeśli się im poddajemy, przypominamy statek rzucany przez wzburzony ocean, tracimy kontrolę i ryzyko roztrzaskania się o skały drastycznie rośnie. Podstawową zasadą inteligencji emocjonalnej jest umiejętność rozpoznania własnych emocji i umiejętność zarządzania nimi (o EQ wspominałam także tutaj – KLIK). Łatwiej to zrobić, gdy nie nie dajemy się ponieść żywiołowi. Kiedy nie lgniemy nadto do przyjemnych emocji, dużo prościej będzie nam poradzić sobie z tymi nieprzyjemnymi. Zachowując umiar, zawsze wychodzimy na swoje, a życie staje się pełniejsze i bardziej świadome.

Starożytni Chińczycy zauważyli tę prostą zależność kilka tysięcy lat temu. Włączyli nawet emocje do swojego systemy „Pięciu elementów”. Każdemu z tych elementów (ogień, ziemia, metal, woda, drewno) przypisali ludzkie reakcje. Każda z nich jest wyskalowana, a na krańcach wykresu znajdują się te niepożądane, zbytnio nasycone, zaburzające harmonię. Nadmiar radości jest siłą destrukcyjną, tak samo jak nadmiar złości, bowiem przejmuje nad nami władzę i całkowicie sobie podporządkowuje. Przestajemy myśleć jasno, poddając się nastrojowi – i cóż z tego, że jeden wyjątkowo miły, a drugi nie? Oba działają dokładnie tak samo, odbierając nam panowanie nad sobą. Uzależniają. Znam osoby, które od lat tkwią w takich emocjonalnych uzależnieniach, przeskakując od euforii po tragedię. Rzadko kiedy są w pełni szczęśliwe.

„Zrozum to mianowicie, że szczęście nie jest tym samym, co ekscytacja; nie jest tym samym, co dreszcze emocji. (…) Karmicie się ekscytacją. To tak, jakby karmić wyścigowego konia samymi przysmakami. Dawać mu wino i ciastka. Nie karmi się w ten sposób wyścigowego konia.”**

A zachowując rozumną równowagę, możemy cieszyć się lub złościć bez szkody dla siebie i innych. Możemy doświadczać życia i związanych z nim emocji w pełnej krasie, doceniając drobne przyjemności na równi z milionową wygraną na loterii, a przeciwności losu traktować jako chwilowe niedogodności. Wybuchy i fajerwerki zostawmy tym, którzy nie potrafią dostrzec i docenić potęgi harmonii.

* Lao Tzu „Tao Te Ching”, tetragram 59 „Droga umiarkowania”, tłumaczenie: Michał Lipa (w: „Tao Mocy” R.L. Winga, wyd. Helion)

** Anthony de Mello, „Przebudzenie”, Wyd. Zysk i S-ka

 

foto: QR9iudjz0/http://pl.freeimages.com
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed