Smuty, smutki i smuteczki

Są takie dni, kiedy jeszcze nie zdążymy wstać z łóżka, a już wiemy, że będzie paskudnie. Nie cieszy ani słońce za oknem, ani zapach świeżo parzonej kawy, nie pomaga nawet miłe powitanie. Snujemy się potem przez cały dzień, narzekając na wszystko, ludzie działają nam na nerwy, a kromka ciągle spada masłem na dół. Problemy pączkują i stają się nie do ogarnięcia, a sprawy z całą pewnością nie układają się tak, jak powinny. Zupełnie jakby ktoś im za to płacił…Oczywiście można się temu poddać. Pytanie tylko po co? Taki dzień nie przynosi nic dobrego, ale to nie znaczy, że nie można go wykorzystać z pożytkiem dla siebie. To idealny moment, by nauczyć się radzić sobie ze smutkiem i przygnębieniem, które bardzo często napadają na nas „bez wyraźnego powodu”.

Teraźniejszość bywa nieznośna, niemiła albo wręcz okropna.
Jest, jaka jest. Zauważ, jakie umysł przykleja jej etykietki i jak z tego nieustannego metkowania, z ciągłego ferowania wyroków, powstaje ból i zgryzota. Kiedy obserwujesz działanie umysłu, wydostajesz się z jego utartych kolein, wyzwalasz spod władzy schematów, wedle których umysł zwykle stawia opór i nareszcie możesz pozwolić teraźniejszości zaistnieć. Daje ci to pewien posmak wewnętrznej swobody, wyzwolenia spod tyranii zewnętrznych okoliczności, prawdziwego spokoju wewnętrznego. 〈*〉

 

Idąc za radą Eckharta Tolle, warto przyjrzeć się tym emocjom i kreującym je myślom. Brak wyraźnej przyczyny smutku lub przygnębienia nie oznacza, że wziął się z niczego (bo jak mądrze zauważa bohaterka „Holonka” Janoscha – pani Świętkowa – z niczego nie ma nic). Gdyby uważnie i cierpliwie pogrzebać, zawsze znajdzie się powód naszych smętów – najczęściej wynikają z nieprzystawalności oczekiwań do rzeczywistości: czekamy na coś, co się nie wydarza, liczymy na określone reakcje otoczenia, mamy nadzieję, że sytuacja rozwinie się zgodnie z planem, albo usłyszymy upragnioną odpowiedź. Żyjemy matrixie własnych wyobrażeń, które bierzemy za prawdę. Umysł chętnie lgnie do nich, ma się bowiem czego chwycić, ulega złudzeniu, że nad wszystkim panuje, co przynosi mu poczucie błogiego ukojenia. Kiedy więc klocki życia układają się nie tak, jak zaplanował, pojawia się bunt i niezgoda, wywołane lękiem. A stąd już ekspresowa droga do wszelkiego rodzaju zniżek nastroju – od niezadowolenia aż po apatię. No bo jak żyć, skoro wszystko idzie na opak?

Według mnie to jest kluczowy moment. Stajemy bowiem na rozdrożu – to, którą drogę wybierzemy, może zdecydować o naszym życiu. Jeśli ulegniemy pokusie smutku (bo wbrew pozorom on jest mistrzem uwodzenia), zaczynamy popadać w coraz większe pomieszanie, tracimy dystans i trzeźwość osądów. Z każdą chwilą pogrążamy się coraz bardziej, aż tkwimy w bagnie emocji po szyję. Wtedy powrót na suchy ląd jest trudniejszy i nierzadko wymaga pomocy.

Ale zanim do cna ugrzęźniemy, możemy wybrać inną drogę – bezpośredniego doświadczenia teraźniejszości. Wtedy nie ma ani lęków, ani stresów, ani oczekiwań. Po prostu się jest – a najczęściej w chwili obecnej nie dzieje się nic złego: siedzimy, leżymy, stoimy, patrzymy, słuchamy, jemy, pijemy, rozmawiamy. Kiedy skupimy się na teraźniejszości, bardzo często zdarza się, że po kilku minutach po złym nastroju nie pozostaje nawet ślad. Dajemy bowiem szansę dostępu innym emocjom, doznaniom i wrażeniom.

Efektem ubocznym skupienia na chwili obecnej jest możliwość zdefiniowania emocji, które nam towarzyszą, na przykład smutku. Jednak to, że czujemy smutek NIE POWINNO BYĆ UTOŻSAMIANE Z TYM, ŻE JESTEŚMY SMUTNI. BO NIE JESTEŚMY – przecież bywają dni, kiedy się świetnie bawimy, kiedy się uśmiechamy i cieszymy życiem. Zatem smutek nie jest stanem permanentnym. Przychodzi, odchodzi, czasem zagości na dłużej, a czasem nie spotykamy się z nim miesiącami. Zatem kiedy już nas napadnie, zauważmy ten fakt, nie nadając mu przesadnego znaczenia. Warto go zauważyć. I nic więcej.

Wiem, że brzmi to dość dziwacznie, ale najlepiej jest pozwolić temu uczuciu po prostu być – bez oceniania, próby pozbywania się, walki itp. OK. Jestem przygnębiona. Zdarza się. Nic w tym złego ani dziwnego. Emocja, jak każda inna. Dzisiaj jest, jutro jej nie będzie. Najgorsze, co możesz zrobić, to utożsamić ją ze sobą. Nadajesz jej w ten sposób siłę, a ona rośnie i przejmuje stopniowo nad tobą kontrolę. Bywa, że zanim się zorientujesz, stajesz się jej niewolnikiem. Bądź zatem uważny i przyglądaj się każdej mijającej chwili. Zapewniam Cię, że odnajdziesz w niej więcej dobrego, niż złego.

〈*〉Eckhart Tolle „Potęga teraźniejszości”, tłumaczenie: Michał Kłobukowski

foto: Sabrina Olivetti/freeimages.com
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed