Sztuka nieoceniania

U podstaw naszego wychowania leży rywalizacja. Ta nierozerwalnie wiąże się zaś z ocenianiem siebie i innych, z porównywaniem i osądzaniem. Rywalizujemy ze sobą w szkole, na podwórku, na boisku, a w dorosłym życiu – w pracy, na urlopie, na przyjęciu i na facebooku. Zliczamy wirtualne i realne „lajki”, sami także chętnie przyklejmy etykietki, oceniamy ludzi, sytuacje, samochody, a nawet poglądy. Gdyby ktoś wszedł w posiadanie magicznych okularów, przez które te etykiety można by widzieć – niewiele poza nimi mógłby dostrzec. Świat oklejony jest karteczkami z napisami: „fajne”, „głupi”, dobre”, „zła”, „ładny”, „brzydki” itp., itd. A to rodzi wiele problemów. Dlatego tak ważna jest sztuka nieoceniania.

Nie jest to, oczywiście,  łatwe. Dla wielu z nas wręcz niewyobrażalne – jak można nie oceniać świata wokół? Przecież się nie da, bo zawsze „coś” jest „jakieś”! Kiedy mijam na drodze chamskiego kierowcę, to z daleka widzę, że to prostak i matoł, który nie ogarnia podstawowych zasad dobrego wychowania. Jeśli idę na spotkanie z szefem, to wiadomo, że mam „stresa”, bo takie spotkania nie należą do przyjemnych, jeśli dzwoni do mnie bank z ponagleniem spłaty karty kredytowej, to też miło nie jest. Więc zawsze jest „jakoś” i nie można tego nie nazywać…

Teoretycznie tak, ale to tylko pół prawdy. Rzeczy i zjawiska noszą nazwy, bo musimy jakoś opisać świat wokół siebie, aby nie zginąć w gąszczu niedomówień i nieporozumień. Sama nazwa, określenie, nie są jednak niczym innym, jak pewnym znakiem umownym. Pięknie pachnąca róża będzie tak pachniała bez względu na to, jak określimy jej zapach. Bowiem róża nie przejmuje się tym co i jak o niej powiemy, jak ocenimy aromaty, kolory, kształty. Czy zatem możliwe jest, byśmy przyglądali się lub wąchali kwiat bez próby nazywania na siłę naszych wrażeń i bez oceniania tego, co odczuwamy? Oczywiście, że tak! Wystarczy, że pozwolimy sobie doświadczać, wyłączymy na moment dyskursywny umysł i będziemy cieszyć się chwilą.

Mistycy wciąż próbują nam przekazać, że rzeczywistość, która nas otacza, jest najzupełniej w porządku. Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach. Sama rzeczywistość jest pozbawiona problemów. *

A skoro można to zrobić przy wąchaniu róży – dlaczego nie przenieść takiej praktyki na całe nasze życie? Może zamiast porównywać się z innymi, osądzać i oceniać, lepiej być świadomymi ich istnienia w pełnym wymiarze – z wadami i zaletami. Jeśli wiem, że Zośka zawsze się spóźnia, to przy każdym spotkaniu zakładam, że będzie 10 minut później, zamiast denerwować się i naklejać jej na czole etykietę „spóźnialska”, „lekceważąca”, „źle wychowana”. Po prostu – ma dziewczyna problem z organizacją czasu. To ani dobre, ani złe. Staje się takie dopiero w mojej głowie. Ja temu nadaję pozytywne lub negatywne cechy. Jeśli mi spóźnialstwo Zośki przeszkadza – proszę ją, by nie marnowała mojego czasu. A w ekstremalnych przypadkach – przestaję się z Zośką umawiać.

Kiedy się nie porównuje, nie powstają przeciwieństwa. Społeczeństwo wyrabia w nas odruch porównywania, zestawiania się z bohaterem, ze świętym, z wielkim człowiekiem. Aby obserwować to, co jest, umysł musi być wolny od wszelkich porównań, ideałów, przeciwieństw. Taki umysł widzi, że to, co istnieje naprawdę, jest o wiele ważniejsze niż to, co być powinno. **

Ciągłe porównywanie i ocenianie (szczególnie innych) może mieć także inne zgubne skutki, zwłaszcza dla naszej psychiki. Zatracamy bowiem zdolność zdroworozsądkowego postrzegania rzeczywistości, wikłając się coraz bardziej w utarte myślowe wzorce, które przesłaniają nam prawdziwy obraz siebie i innych.
Z jednej strony popadamy w pychę, porównując się do „gorszych” od nas. A pokusa samouwielbienia jest wielka – to miłe łechtanie naszego ego, podsycane pochlebstwem i zazdrością tych „gorszych”. Jakże miło mieć świadomość posiadania lepszego domu, droższego samochodu, zasobności portfela, większych zdolności, wiedzy, talentu! Jednak to prosta i ekspresowa droga do egoizmu, zadufania, braku szacunku dla innych.

Z drugiej zaś strony porównując się do innych możemy stać się zbyt krytyczni wobec samych siebie, popaść w kompleksy, czuć się gorsi, głupsi, biedniejsi. A myśląc tak o sobie konstytuujemy takie podejście do nas przez innych. Pozwalamy im, na to, by patrzyli na nas z góry. Sami sobie robimy krzywdę, grzęznąć w bagnie zazdrości, rozpaczy, frustracji i zniechęcenia.

Uznasz za do­bro bo­gac­twa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co go­rzej – ubóstwo fałszy­we. Choćbyś bo­wiem miał wie­le, jed­nakże – po­nie­waż ktoś inny ma więcej – będzie ci w twym mnie­ma­niu bra­ko­wało tyle, o ile tam­ten cię prze­wyższa. Uznasz za do­bro za­szczy­ty: do­tknie cię, że ów zo­stał kon­su­lem, że kogoś wy­bra­no na kon­su­la po­now­nie. ***

Czy zatem życie bez oceniania jest możliwe? Odpowiedź brzmi – tak.
Czy jest to sztuka łatwa do opanowania? Odpowiedź brzmi – to zależy od chęci i zaangażowania praktykującego.
Czy da się w ogóle nie oceniać? Odpowiedź brzmi – nie, ale warto próbować.

* Anthony de Melo „Przebudzenie” Wyd. Zysk i S-ka, 1992 r.
** Jidu Krishnamurti „Ty jesteś światem”, Dom Wydawniczy Rebis, 1997 r.
*** Se­ne­ka, „Li­sty mo­ral­ne do Lu­cy­liu­sza”, CIV.9 (w): „Sztuka życia według stoików” Piotra Stankiewicza, Wyd. WAB, 2014 r.

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed