Taki świat, jaka świadomość

W przepastnych zasobach internetu, trafiłam pewnego dnia na mema, który zmusił mnie do zastanowienia. Oryginalny tekst brzmiał następująco: „Your perception of the world is a reflection of your state of consciousness”*, co w luźnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej, że nasze postrzeganie świata zależy od poziomu naszej świadomości. Niby oczywiste, niby truizm, niby banał, ale czy rzeczywiście na co dzień poświęcamy czas własnej świadomości? Czy zdecydowanie częściej tylko podążamy za raz utartymi schematami i pokrętną logiką dyskursywnego umysłu?

Świadomość jest kluczem do szczęśliwego życia. Pisząc „świadomość” mam na myśli coś więcej, niż poczucie, że się jest. To rodzaj głębokiej samowiedzy, umiejętność wyjścia poza dogmatyczne poglądy, zdolność sięgania do „wewnętrznej mądrości”, dużo głębszej, niż wyuczona wiedza. Jak to się ma do życia i jego jakości? Ano, bardzo prosto. Jeśli żyjesz w ciągłym strachu, że ktoś Cię oszuka, że ludzie wokół to wredne parszywce czyhające na twój dobrostan, nigdy nie uwierzysz, że ktoś może coś zrobić bezinteresownie. Zawsze będziesz posądzał tego kogoś o niecne zamiary. Jeśli sam/a masz problemy z wiernością, nie uwierzysz, że parter/ka nie ma zamiaru cie zdradzić z każdym, kogo spotka i z kim rozmawia. Jeśli każdą odmienność traktujesz jak patologię, nie zaakceptujesz w swoim otoczeniu ludzi wyglądających i zachowujących się inaczej niż ty. A jeśli wszystko, co ci się przytrafia, traktujesz w kategorii „dopustu bożego” lub problemu, nic dziwnego, że przerastają cię i przytłaczają najzwyklejsze sprawy.

Jak zatem wygląda twój świat? Odpowiem: jest wrogim, niebezpiecznym miejscem, w którym znalazłeś się za karę. A jeśli już spotyka cię coś dobrego – albo to lekceważysz, albo uznajesz za przypadek lub podstęp. Z czasem stajesz się coraz bardziej zgorzkniały i rozsiewasz wokół taką właśnie energię. Przyciągasz to, jaki sam jesteś. Na wszelki wypadek okopujesz się w swoich poglądach i ocenach, aż zupełnie przesłonią ci rzeczywistość, tworząc wynaturzoną jej wizję, w którą – co gorsza – wierzysz bezgranicznie, a w ekstremalnych przypadkach gotów jesteś za nią umierać.

Umysł mętnie rozumujący bez przerwy cię obrabia; jego żywotność  – zdawałoby się, niewyczerpana – wycieńczy cię, skołuje i wywiedzie na manowce. Można nawet powiedzieć, że jest to jego specyficzna właściwość, a on wręcz się nią afiszuje. Nie wierz jednak jego podszeptom, bo nadmiar mętnego myślenia to rodzaj choroby. Podczas, gdy myślenie jasne pojawia się tylko w krótkich przebłyskach, mętne trwa niemal bez przerwy. Musisz solidnie się przyłożyć, żeby je przejrzeć na wskroś, bo w przeciwnym razie odbierze ci ono życie, wpędzi w chorobę (…), a wszystko dlatego, że bierzesz to mętne myślenie za dobrą monetę.**

 

Kiedy jednak twoja świadomość się poszerza i pogłębia, zaczynasz zauważać jak zmienia się świat wokół ciebie. Jak jest różnorodny, jak ciekawy. Co ważne – nie patrzysz na niego w naiwny, infantylny sposób, nie piejesz zachwytu bez powodu i nie cieszysz się ze wszystkiego, jak wioskowy głupek. Widzisz raczej cudowną złożoność świata, dostrzegasz zmienność i niestałość rzeczywistości, przestajesz brać własne opinie za fakty. Widzisz zło, ale widzisz także dobro. Dostrzegasz, że tak naprawdę wszystko na tym świecie jest połączone, jedno wynika z drugiego, nic nie istnieje samo przez się. Odkrywasz w sobie pokłady tolerancji i empatii, budzisz wewnętrznego wojownika, gdy jesteś świadkiem niesprawiedliwości lub krzywdy, nie pozostajesz obojętny widząc cierpienie. Jesteś głęboko połączony ze wszystkim, co cię otacza.

A co najważniejsze – lepiej znosisz przeciwności losu. Traktujesz je bowiem jako nieodłączny, element życia, jako możliwość nauki i doświadczenia, które będą przydatne w przyszłości. Przyjmujesz, że nie da się żyć „jak w bajce”, ale przykrości i stresy, które cię spotykają przestają być utrapieniem. Wiesz już bowiem, że możesz się od nich uwolnić, bo nic nie jest wieczne ani raz na zawsze przesądzone. Możesz zmienić pracę, męża, żonę, adres i zajęcie. Owszem – wymaga to odwagi i wielu wyrzeczeń, ale jest wykonalne.
Dzięki rozwojowi świadomości zyskujesz jeszcze coś – chyba najcenniejszego: stajesz się wolny i bierzesz pełną odpowiedzialność za własne życie. A cóż jest piękniejszego, niż życie własnym życiem, wolnym od cudzych pomysłów, oczekiwań, sugestii, manipulacji? Moim zdaniem nie ma takiej rzeczy.

Twój świat zatem zmienia się na lepsze – staje się ciekawym i fascynującym miejscem, a życie to dar – możesz go oczywiście zmarnować, jeśli tylko chcesz, możesz jednak je docenić i godnie wykorzystać. Dzięki własnej otwartości na świat, możesz przyjąć to, co oferuje i dzielić się tym, co masz. Zamiast kostnieć we własnych poglądach, dajesz sobie przestrzeń dla nowych doświadczeń. Co ciekawe – sprawy zaczynają się układać jak trzeba, dostrzegasz więcej okazji niż przeciwności, a ludzie stają się bardziej przyjaźni.

Nie musisz wierzyć mi na słowo – po prostu sprawdź to na sobie.

(…) W tym radosnym stanie człowiek pełen jest niekończącego się szczęścia (…). Ten, kto to osiągnął, żyje zawsze w prawdzie i uważa, że nie ma większej zdobyczy ponad to. Jest on zawsze zrównoważony, nawet w obliczu największych trudności. Stan ten jest prawdziwą wolnością od wszelkich nieszczęść wynikających z kontaktu z materią.***

 

* fan page anonymous for justice
** Jakusho Kwong „Bez początku, bez końca. Intymne serce zen”, wyd. Charaktery 2017 r.

*** Bhaktivedanta Swami Prabhupada „Bhagavad – gita taka jaką jest”, Wyd. The Bhaktivedanta Book Trust 1986 r.

foto: Jarosław Gibas
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
  • 64
    Udostępnienia
Bookmark the permalink.

Comments are closed