Toksyczne ego

Często zastanawiam się kiedy dokładnie ego przejęło nad nami, ludźmi, pełną władzę? Dlaczego oddaliśmy mu bez walki samych siebie? To, że zarządza funkcjami poznawczymi i intelektualnymi, to przecież za mało, by decydować o całym naszym życiu, w każdym jego wymiarze. Nie jesteśmy przecież tylko swoim rozumem, nie jesteśmy swoimi myślami, ani tym bardziej emocjami. Jesteśmy czymś znacznie więcej. A mimo to lekką ręką oddaliśmy palmę pierwszeństwa bytowi, który przypomina rozkapryszonego i rozwydrzonego małolata, z nieograniczonym dostępem do bomby atomowej.
Dlaczego według mnie ego jest tworem toksycznym? Ponieważ ciągle czegoś oczekuje, czegoś żąda, jest niepocieszone, albo zalęknione. Tworzy w naszych biednych głowach wizje przyszłości, które nigdy nie będą miały miejsca, zniekształca wspomnienia, karmi się lękiem, niepewnością, frustracją i ignorancją. Jęcząc, narzekając i marudząc utwierdza nas w przekonaniu, że to jedyna, słuszna droga i nazywa to rozsądkiem.

Ego można zdefiniować jako wszystko, co przesłania naszą pierwotną, wrodzoną dobroć. Czym, z perspektywy doświadczenia  jest to, co ego zasłania? To nasze doświadczenie bycia w pełni tu i teraz, które pozwala nawiązać bezpośredni kontakt z istotą naszego przeżycia.
Stan bez ego to stan umysłu przepełnionego przeświadczeniem o świętości świata. To nieuwarunkowane dobre samopoczucie oraz nieuwarunkowana radość, obejmujące wszystkie elementy naszego doświadczenia. *

A z drugiej strony ciągle chce więcej, jest roszczeniowe, niezaspokojone, próżne, łase na pochlebstwa. Lubi widzieć się lepszym od innych – często tak, błędnie, definiuje poczucie własnej wartości. Jest samolubne i  przewrażliwione na swoim punkcie. Wystarczy niewinna uwaga, by zaczęło dramatyzować, oskarżać i nienawidzić. Urażone zaś, potrafi być okrutne.

Ego w swojej ślepocie nie potrafi dostrzec bólu, jaki zadaje samemu sobie i innym. Poczucie nieszczęścia to stworzona przez ego mentalno – emocjonalna choroba, która osiąga rozmiary epidemii. **

Ego tak naprawdę nie lubi nikogo i niczego. Nie lubi nawet nas. Gdyby nas bowiem lubiło, nie zadawałoby nam bezsensownego cierpienia, nie pławiłoby się w nieszczęściu, byle tylko zwrócić na siebie czyjąś uwagę, byle być w centrum zainteresowania. Co gorsza – bardziej zależy mu na opinii innych, niż na naszej. Właściwie to w ogóle go nie obchodzi, co my sami o nim myślimy.

Ego może być sprytne, ale nie jest inteligentne. Spryt dąży do własnych, małych celów. Inteligencja widzi większą całość, w której wszystko jest ze sobą powiązane. Motywacją sprytu są jego własne interesy i jest on wyjątkowo krótkowzroczny. ***

Dlatego tak ważne jest, by uwolnić się z tego toksycznego związku, odstawić ego na swoje miejsce, gdzieś pomiędzy instynkt samozachowawczy, a świadomość i wewnętrzne „ja”, Jaźń.  Odebrać mu uprzywilejowaną pozycję, do której uzurpuje. Nie będzie lekko. Ego tak łatwo nie odda pola, wykorzysta każdą chwilę słabości, by dopiąć swego. Wie gdzie uderzyć, aby zabolało, bo zna nas jak nikt inny. Jest też podstępne i cierpliwe, dlatego lepiej być czujnym, by nie dać się zwieść.
Ale dobra informacja to taka, że dzięki praktyce i konsekwencji można nad nim zapanować. Najpierw jednak trzeba zajrzeć w siebie i zobaczyć jak się sprawy mają.

* Pema Cziedryn „Kiedy życie nas przerasta”, Wydawnictwo MUDRA, 2002 r.
**/*** Eckhart Tolle „Nowa ziemia” wyd. Medium, 2015 r.

foto: Laura Kimpton and Michael Garlington/flickr.com

 

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed