Trudna praca z emocjami

Z emocjami jest kłopot. Towarzyszą nam przez cały czas, najczęściej nieuświadomione, tworzą w ciele blokady i napięcia,  a nierzadko przyprawiają o ból głowy. Dobrze je znosimy, gdy są miłe, ale też często się od nich uzależniamy. Nie radzimy sobie w ogóle z emocjami negatywnymi. Tak źle i tak niedobrze – bo te eteryczne i czysto wirtualne byty przejmują nad nami kontrolę i całkiem realnie wpływają na nasze życie.Emocje są ważne, nadają życiu smak – są niczym przyprawa. Jednak nie da się przygotować dania używając samej soli, wystarczy szczypta. Tak samo jest z emocjami – jeśli nie są puszczone samopas – działają na naszą korzyść, jeśli natomiast damy im pełną swobodę, będą hasać, jak pijany zając. Czy na pewno chcemy tak żyć? Zdani na łaskę czegoś, co tak naprawdę nie istnieje poza naszą głową i ciałem? Czy na pewno chcemy podejmować decyzje, budować relacje i obraz samych siebie na podstawie iluzji, chwilowego kaprysu naszego ego? Czy nie lepiej przejąć nad tym kontrolę?

Im bardziej utożsamiasz się ze swoim myśleniem, z sympatiami i antypatiami (…), tym silniejszy powstaje ładunek emocjonalny – czy o tym wiesz, czy nie. Jeśli jesteś odcięty od swoich emocji, prędzej czy później dadzą one o sobie znać na poziomie czysto cielesnym w formie fizycznych dolegliwości lub objawów.*

 

Podczas warsztatów medytacyjnych, które prowadzę, przy okazji pracy z emocjami zawsze proszę uczestników, aby zaczęli obserwować swoje codzienne emocje – co je wywołuje, jakie są, gdzie umiejscawiają się w ciele, czy możne je rozłożyć na czynniki pierwsze i obrać niczym cebulę? Okazuje się, że najwięcej uwagi przykładamy do emocji negatywnych – związanych ze złością, strachem, stratą, niskim poczuciem własnej wartości, stresem. Często nieświadomie pławimy się w poczuciu nieszczęścia, które wywołują, podsycamy lęki i złość, tłumacząc to racjonalną oceną sytuacji – bo przecież nie można nad tym spokojnie przejść do porządku, bo miało być inaczej, bo jest nie tak, jak być powinno (a właściwie: jak bym chciał/a).

Obserwacja tych emocji uświadamia nam wyraźnie, że ich siła i znaczenie są pozorne, że tak naprawdę to, co się właśnie wydarza, co nas spotyka, w ogóle nie wymaga udziału emocji, a raczej obiektywnej, nieocennej obserwacji, na podstawie której możemy wyciągnąć odpowiednie wnioski, naukę itp. Jeśli staję się świadoma swoich emocji, łatwiej mi nad nimi zapanować, wiem, że nie są tak naprawdę mną, a tylko chwilowym stanem, który prędzej czy później ulegnie zmianie. Wiem też, że to nie czynniki zewnętrzne są odpowiedzialne za moje emocja, ale ja sama – to, jak postrzegam świat i innych, jak traktuję siebie, jaki mam stosunek do trudności i porażek, czy podchodzę do zmian elastycznie, czy raczej z oporem, na ile upieram się przy swoim sposobie postrzegania rzeczywistości, a na ile daję sobie przyzwolenie na to, by się mylić.
To oczywiście nie jest proste. Nasze ego nie pozwoli sobie tak łatwo odebrać władzy i zrobi bardzo wiele, byśmy utknęli w emocjonalnej studni (by nie rzec – szambie) na długo.

Emocja ma wyraźną składową fizyczną, odczuwa się ją zatem głównie w ciele. Kiedy ją obserwujesz, możesz pozwolić, żeby sobie po prostu była, ale nie poddawać się jej władzy. Nie jesteś już wtedy emocją, lecz obserwatorem, uważnym świadkiem.**

 

Jak mawia kapitan Jack Sparrow – „problem to nie problem, problemem jest twoje nastawienie do problemu”. Nasze nawykowe reakcje, utarte przekonania, uwarunkowane skłonności odpowiadają za większość porwań emocjonalnych, za napady złości lub frustracji. Kiedy zaś uświadomimy sobie, że rzeczywistość jest, jaka jest, że nie na wszystko mamy wpływ, albo zbyt przeceniamy nasze wrażenia i odczucia, zyskujemy spokój i dystans. Nagle okazuje się, że sytuacja wcale nie wymaga tak gwałtownej reakcji, że inne rozwiązanie jest równie dobre, co nasze, że za daną emocją tak naprawdę kryje się upór i niezgoda na taki, a nie inny stan rzeczy.

A co najbardziej zaskakujące – kiedy to my przejmujemy kontrolę nad emocjami, w chwilach naprawdę trudnych, zamiast tracić czas na jęczenie i rozdrapywanie ran, bierzemy sprawy w swoje ręce, podejmujemy trafne decyzje, reagujemy. Przecież kiedy widzisz, że ktoś wpada pod samochód, nie tracisz czasu na roztkliwianie się, tylko starasz się mu pomóc. Dlaczego zatem nie przenieść tego na codzienne sprawy? Zamiast rozpamiętywać krzywdy i porażki – weźmy z nich lekcję i idźmy dalej, nie oglądając się na coś, co istnieje jedynie w naszej pamięci i to przefiltrowane tak dokładne, że niewiele ma już wspólnego z realnym zdarzeniem.

Popełniamy błąd utożsamiając się z emocjami. Mówimy: „jestem smutna”, „jestem zły”, „mam doła”. A przecież emocje są jedynie gośćmi, są ulotne, nietrwałe, nieuchwytne i zmienne. Warto o tym pamiętać, szczególnie wówczas, gdy są najsilniejsze. Wtedy odbieramy i siłę, na powrót stajemy się panami samych siebie. Świadomość jest kluczem. Mamy go pod ręką, wystarczy jedynie sięgnąć.

* Eckhart Tolle „Potęga teraźniejszości”, Wyd. Galaktyka, str.36
** op. cit. str. 38

foto: Kamil KANTARCIOĞLU/freeimages.com

 

 

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed