Kolekcja dobrych chwil

Mało kto może powiedzieć o swoim życiu, że jest ono nieustającym pasmem powodzenia i pomyślności. Większość z nas musi dość często zmagać się z przeciwnościami losu, porażkami, konsekwencjami błędnych decyzji. Na ogół przyjmujemy to dzielnie, bo w końcu nikt nie obiecywał, że życie będzie krainą tęczy i jednorożców. Jednym jest lżej, inni mają zawsze „pod górkę”, ale jakoś sobie radzą. Ci natomiast, którzy sobie nie radzą, przypłacają to chorobą, chronicznym stresem, poczuciem beznadziei i przytłoczenia. Wtedy tracą resztki radości życia, nie dostrzegają już nic poza problemami, są zrezygnowani, rozgoryczeni i zwyczajnie nieszczęśliwi. Ale gdyby przyjrzeć się dokładnie – czy naprawdę ich życie jest aż tak złe?

Nigdy nie jest tak, że spotykają nas same niepowodzenia. Owszem, boleśniej je odczuwamy, dłużej zapamiętujemy, silniej odciskają swój ślad, ale pomiędzy tymi czarnymi dziurami egzystencji, istnieją przecież krótkie chwile wytchnienia, drobne przyjemności, przelotne momenty spokoju. Ale przygnieceni problemami często ich nie możemy dostrzec, nie mówiąc o tym, by je docenić. Kiedy niesiemy na barkach wielki ciężar, trudno nam podnieść głowę i popatrzeć w gwiazdy.

Ale mimo to, wbrew wszystkiemu, warto podjąć taki trud. Warto zacząć kolekcjonować dobre chwile. Zbierać i nawlekać je na nić życia, jak paciorki. Te ulotne momenty z czasem utworzą niezwykły, unikatowy, drogocenny sznur. Z tej dopiero perspektywy będziemy mogli ocenić czy rzeczywiście nasze życie było takie beznadziejne, jak myśleliśmy.

Ale jak to zrobić? Jak odnaleźć takie perły w całym otaczającym nas marazmie? Na pewno nie jest to łatwe, wymaga dużej uważności, nieco dystansu, obiektywizmu i dobrej woli. Bo trzeba dostrzec, że nawet w porannej kawie kryje się przyjemność, że czasami spotykamy na swojej drodze życzliwych ludzi, że są chwile, w których czujemy się dobrze, że mimo wszystko potrafimy się uśmiechać. Kiedy zaczniemy zbierać te momenty, zauważymy, że mamy za co być wdzięczni – nie wszyscy na świecie mają możliwość życia w pokoju, nie wszyscy mogą poruszać się samodzielnie, nie wszyscy mogą się uczyć i pracować. My możemy, a to samo w sobie jest już wielkim darem. Nawlekamy więc kolejne koraliki, a sznur wydłuża się i pięknieje: zdrowie – koralik, rodzina – koralik, słońce za oknem – koralik, miła rozmowa – koralik. Jedną po drugiej, powoli i konsekwentnie dodajemy każdą kolejną dobrą chwilę, nawet jeśli dotyczy najbardziej banalnych spraw i rzeczy. W pewnym momencie odkrywamy, że szczęśliwe życie to właśnie te ulotne momenty, a nie spektakularne osiągnięcia i nagrody. To właśnie te kruszyny, drobiazgi tworzą jakość naszego życia. Całą sztuką je dostrzec, podnieść i zabrać ze sobą. Zamiast po nich deptać w poczuciu klęski.

 

foto: PublicDomainPictures/pixabay.com

 

 

 

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Translate »