Koszmar własnej rzeczywistości

Teoretycznie rzeczywistość wokół nas jest obiektywna. To jednak wielkie uproszczenie, ponieważ nic nie jest takie, jakie się wydaje. Ilu obserwatorów – tyle wersji wydarzeń, tyle opinii, ocen i doświadczeń. Nawet coś, co wydaje się niepodważalnym dowodem obiektywnej prawdy, bardzo łatwo podważyć. Na przykład kolor. Inaczej widzą kolory ludzie, inaczej zwierzęta. Często także sami różnie odbieramy barwy – jedni widzą różnicę poszczególnych odcieni, inni nie. Poza tym konia z rzędem temu, kto jest w stanie ocenić kolory po ciemku. Inaczej kolory wyglądają w świetle dziennym, a inaczej w podczerwieni. Co zatem jest obiektywne? Nawet materia nie jest taka, jak się wydaje. Dzięki mechanice kwantowej wiadomo już, że cząsteczki na podstawowym poziomie tak naprawdę nie są stałymi bytami o sferycznym kształcie, a raczej dynamicznymi układami prawdopodobieństwa, a atomy to głównie przestrzeń pomiędzy jądrem a chmurą elektronową.

Zatem śmiało możemy przyjąć, że dla każdego z nas rzeczywistość jest jak najbardziej subiektywna. Jeżeli dodamy do tego procesy zachodzące w naszej głowie, które kreują różnego rodzaju myślokształty, budują przekonania i osądy, wyraźnie widać, że w większości wypadków sami tworzymy świat, w którym żyjemy i który może być całkowicie nieadekwatny do światów innych ludzi. To, co dla jednych jest totalną katastrofą, dla innych jedynie chwilową niedogodnością. I dotyczy to zarówno codziennych błahostek, jak i spraw bardzo poważnych.

Wyobraźmy sobie kogoś, kto postrzega świat jako miejsce niebezpieczne i złe, a ludzi wokół jako wrednych padalców czyhających tylko na odpowiedni moment do wyrządzenia krzywdy. Czy ktoś taki będzie w stanie docenić przyjazny gest? Czy raczej potraktuje go jako nachalny atak podszyty podstępem?

Kiedy tworzymy w naszych głowach obraz świata w jakim żyjemy, zaczynamy w ten obraz głęboko wierzyć i przez ten filtr postrzegamy wszystko, co nas potyka. Dobrze, jeśli są to pozytywne filtry. Sprawa się komplikuje, kiedy wskutek nich rzeczywistość robi się coraz mroczniejsza. Wtedy na przykład na uprzejmą uwagę sąsiada reagujemy złością lub niechęcią, widzimy w ludziach jedynie złe cechy, negatywnie interpretujemy ich zachowania i sytuacje. Wierzymy w to tak bardzo, że po jakimś czasie nie możemy wyrwać się matni przygnębienia, zniechęcenia, rozgoryczenia lub strachu. Nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że świat może być inny. Przecież wszystko, co nas spotyka jedynie potwierdza pierwotne przekonanie i utwierdza nas w nim. Cierpimy, wpadamy w głęboką depresję, nie widzimy żadnej możliwości wyjścia z impasu. Pogrążamy się więc coraz bardziej, a cierpienie przybiera coraz bardziej fizyczną formę.

Zgodnie z tym co znaczą dla ciebie rzeczy, tak to oddziałuje na całe ciało. Gdy zobaczysz ciemną nocą jakiś sunący cień, który może oznaczać napad, całe ciało się aktywizuje, chemia, adrenalina, mięśnie, serce. Jeżeli to tylko zwykły cień, zachowujesz się inaczej. Zgodnie z tym, co rzeczy dla nas znaczą, tworzymy budynki i fabryki, drogi i związki z ludźmi. Wszystko co widzimy, to rezultat myśli. Zatem myśl rozwija się w fizyczny świat i odwrotnie. Nie ma różnicy pomiędzy umysłem i materią. Jedno przechodzi w drugie. Nie ma ruchu myśli bez czegoś, co wydarzyło się w materii mózgu i vice versa. *

 

Zatracając się coraz bardziej w tym cierpieniu, tworzymy sobie piekło, w którym żyjemy i które bierzemy za rzeczywistość. Zupełnie jak dusze pokonujące krainę Bardo. Nie chcemy przyjąć do wiadomości, że to tylko twory naszego umysłu, że czasami wystarczy zmienić perspektywę, aby spojrzeć na sprawę inaczej. Że to, co nas spotyka najczęściej nie jest ani takie straszne, ani wyjątkowe. Że pech to tylko przeciwność losu, zbieg takich, a nie innych okoliczności. Możne je oczywiście demonizować, a można brać to, co niesie życie bez nadawania temu nadmiernych znaczeń. Nie musimy być szczęśliwi z powodu problemów, z którymi przyszło nam się zmagać, ale nie musimy także od razu wpadać w tryb ofiary.

Co zatem zrobić, by nie utknąć we własnym koszmarze? Przede wszystkim zadbać o psychiczną higienę, o której pisałam tutaj. Po drugie zauważyć, że świat to coś więcej niż my i nasze problemy, że wokół żyją ludzie i warto poświęcić im trochę uwagi. Po trzecie nie karmić ego poczuciem krzywdy, niesprawiedliwości itp. Po czwarte – zrobić coś pożytecznego (wiele osób, które mają za sobą traumatyczne przeżycia przyznaje, że uporały się z własnymi lękami, ponieważ skupiły się na niesieniu pomocy i wsparcia innym, wykorzystując własne doświadczenia). Po piąte – uświadomić sobie, że sposób, w jaki widzimy rzeczywistość zależy wyłącznie od nas i wziąć za to pełną odpowiedzialność.

 

* David Bohm, „Mind and matter” (w): magazyn „Resurgence” nr 121, 1987 r.

 

 

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed