Mistrzowie tworzenia problemów

Czasem odnoszę wrażenie, że większość ludzkich problemów to jakiś kosmiczny żart. Zupełnie tak, jakby wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, ludzkość uparła się, by marnować tę krótką chwilę, jaka jest jej dana tu – na Ziemi  – na absurdalne, wyczerpujące, niszczące, a w gruncie rzeczy pozbawione większego znaczenia spory, awantury, hejty, zmartwienia i inne destrukcyjne zachowania. Dlaczego tak myślę? Powodów jest całkiem sporo.

Oczywiście nie mówię tutaj o obiektywnie trudnych sytuacjach, takich jak katastrofy naturalne, wypadki losowe, choroby i inne niezależne od nas nieszczęścia, ale ich jest nieporównywalnie mniej, niż wydumanych, wykreowanych przez nasze zadufane w sobie ego „problemów”. Tworzymy je sami, na własne życzenie, utrudniamy życie sobie i innym, zasłaniając się procedurami, przepisami, zwyczajami, tradycjami itp. Przecież żadna z tych rzeczy nie spłynęła na nas z nieba, sami sobie to robimy – bo możemy, bo chcemy, bo tak, bo moje musi być na wierzchu.

Co zaś najciekawsze – ludzie potrafią zrobić problem dosłownie ze wszystkiego. Wydawałoby się, że to niemożliwe…. a jednak. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał problem z pogodą (za ciepło, za zimno, pada, nie pada, świeci, nie świeci). Pół biedy, gdy kończy się na narzekaniu, gorzej, jeśli jeden z drugim postanawia nagle dostać odszkodowanie od biura podróży za to, że w Hiszpanii właśnie lunęło, a on miał przecież mieć 14 dni pięknej pogody, a nie  tylko 12! Albo  jedna z drugą poparzyła się na słońcu, bo nikt jej nie powiedział, że w Egipcie to raczej gorąco jest…

To oczywiście dość skrajny przypadek, ale ile razy zdarzyło nam się w życiu wykreować problem z niczego? Bo akurat mieliśmy zły nastrój? Bo ktoś nam się nie spodobał? Bo nie zgadzaliśmy się z cudzym podejściem do sprawy? Bo wolelibyśmy, aby było po naszemu? Najgorsze jest to, że w takich sytuacjach zapominamy, iż tworząc problem na własne życzenie, nierzadko mamy wpływ na życie innych ludzi.

Pamiętam sytuację sprzed dobrych 10 lat. Kupiliśmy z mężem działkę z myślą o budowie domu. Po jakimś czasie okazało się, że inny właściciel postanowił postawić na jedynej drodze dojazdowej szlaban. Dlaczego? Bo tak. Bo sytuacja drogi nie do końca była wyjaśniona prawnie i to nie dawało mu spokoju. Można było oczywiście zostawić drogę w spokoju, tym bardziej, że wszyscy zapłacili za jej użytkowanie. Jednak nie – pojawił się ktoś, kto postanowił ZROBIĆ PROBLEM. Rozwiązanie tego „problemu” zajęło jakieś 5 lat  i kosztowało kupę forsy (nie obyło się bez procesów sądowych, a jakże!). Koniec końców, sytuacja wróciła do tej sprzed „problemu”. Nic się nie zmieniło, poza tym, że wszyscy straciliśmy masę czasu, energii i życia na rozwiązanie czegoś, czego na tak naprawdę nie było.

Przytłacza mnie ilość ludzkich problemów. Nie tych prawdziwych, ale tych wykreowanych. Najczęściej w przypadku tych prawdziwych ludzie zachowują się nad wyraz godnie, są dzielni, wytrwali, rozwiązują je krok po kroku, pomimo trudności. Przeważnie bez zbędnego rozgłosu. Te wykreowane, nader często przyjmują formę dramy – im bardziej wynikają z uwarunkowań ego, tym o nich głośniej i tym bardziej spektakularną formę przyjmują.

Co ciekawe, rozwiązanie wielu z tych problemów leży na wyciągnięcie ręki. Najczęściej wystarczy odrobina życzliwości i dobrej woli, umiejętność spojrzenia poza czubek własnego nosa, zdolność do odpuszczenia, odrobina empatii i zrozumienia. Czasami trzeba mieć też drobinę odwagi, dystansu do siebie i przestać użalać się nad sobą. Jeśli czujesz się źle w danej sytuacji, a masz na nią wpływ, to po prostu zmień tę sytuację. A jeśli jej nie możesz zmienić – przestań narzekać. Zdecyduj się! Nie można zjeść ciastka i mieć ciasto. Życie jest sztuką wyboru – trudną, ale możliwą do opanowania.

A dla tych, którzy ciągle mówią o problemach, o tym jakie ich życie jest ciężkie, jak to los się na nich uwziął, dla tych, którzy nie potrafią lub nie chcą docenić tego, co mają i marnują życie na tworzenie problemów, mam jedną radę: spakuj walizkę, zgłoś się jako wolontariusz do organizacji „Lekarze bez granic”, jedź do krajów Trzeciego Świata i zobacz jak wyglądają prawdziwe problemy. Zobacz z czym zmagają się ludzie i zrób dla nich coś pożytecznego. Po roku wróć do domu i przemyśl swoje życie od nowa.

P.S. o problemach i sposobach na radzenie sobie  nimi, piszę także tutaj: klik

foto: succo/pixabay.com
Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed