Pełnia życia (bez zbędnych dodatków)

Niedawno moja serdeczna znajoma powiedziała mi coś, co stało się inspiracją dla tego tekstu: – Od jakiegoś czasu nie szukam już w życiu fajerwerków. Nie szukam mocnych wrażeń w ekstremalnych przygodach, nocnych imprezach, w pogoni za adrenaliną. Odnajduję pełnię życia w najprostszych rzeczach. I jest mi z tym cudownie.

Ucieszyło mnie to, bo jestem wielką admiratorką prostych radości czerpanych nawet z najbardziej banalnych (na pozór) rzeczy i spraw: z błękitnego nieba, z pysznej zupy, miłej rozmowy, uśmiechu odwzajemnionego przez kogoś na ulicy. Radości ze słońca i księżyca, z dobrze wykonanej pracy i z rozwiązania trudnej sytuacji. Cieszy mnie też to, że coraz więcej ludzi podziela mój entuzjazm dla pełnego, ale prostego życia.

Jeśli nauczymy się dostrzegać świat wokół w całej jego okazałości, okaże się, że jest on niezwykle intensywny – feeria barw, zapachów, struktur i dźwięków wypełni sobą całą przestrzeń i dostarczy nam tyle wrażeń, że trudno je będzie ogarnąć. Kiedy wyciszymy umysł, poczujemy z całą mocą to, co nas otacza. Poczujemy to w pełnym wymiarze, odkryjemy nagle, że w bieli chmur kryją się niezliczone odcienie szarości, że kawa w naszej filiżance zawiera w sobie ogrom subtelnych i ciągle zmieniających się nut, że człowiek z którym rozmawiamy jest kimś znacznie więcej niż to, co widzimy, że niesie w sobie nieodkryte dla nas historie, które stoją za jego reakcjami, sposobem mówienia i oceny świata.
Nagle odkryjemy też, że imprezowanie do białego rana czy skoki na bungee nie są w stanie dostarczyć nam aż takiej głębi odczuć – one tylko uciszają zamęt w naszych głowach, wypełniają pustkę, przez którą nie potrafimy poczuć, że żyjemy. Szukamy więc ekstremalnych przeżyć utwierdzając się w przekonaniu, że tylko wówczas możemy poczuć smak swojego istnienia.  Ale to tylko substytut, kiedy go zabraknie – znowu czujemy się „nieobecni w życiu”. I szukamy coraz mocniejszych wrażeń, bo od adrenaliny także można się uzależnić.

Kiedy zaś zanurzymy się życiu po czubek głowy, zwykła tęcza na niebie może wywołać wzruszenie, zwykła kanapka może okazać się ucztą godną cesarzy, a umyte naczynia – dziełem samym w sobie. Zaczynamy czerpać radość i przyjemność z drobiazgów, z codzienności, z tego co wokół. Przestajemy się nudzić we własnym towarzystwie, dostrzegamy subtelne wymiary rzeczywistości, czujemy jakby trochę więcej i trochę silniej.

Oczywiście w tym zachwycie nad światem możemy wydać się dziwakami. I tak jest – nagle znajomi zaczynają szeptać za naszymi plecami, że odbiło nam już do reszty. Jedni będą się martwić i sugerować wizytę u psychologa, inni zerwą kontakt, a jeszcze inni narysują na czole kółko. Trudno. Tak bywa. Kiedy jednak ruszamy w podróż na duchowej ścieżce, musimy liczyć się ze stratami, szczególnie osobowymi. Nie ma wyjścia – trzeba będzie wymienić „garnitur znajomych” na takich, z którymi nam po drodze. Bez żalu i poczucia straty.

 

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed