• Cud nic-nie-robienia

    Jak mawiał Kubuś Puchatek (albo Krzyś) czasami z niczego biorą się  najlepsze cosie. Sporo w tym prawdy, bo przecież każdy z nas wie z własnego doświadczenia, że im bardziej się napinamy, im mocniej się staramy – tym efekty bywają mizerniejsze. Tak bardzo chcemy dobrze wypaść, a na 90% palniemy jakieś głupstwo, tak bardzo chcemy sobie coś przypomnieć, a tym bardziej w głowie czujemy pustkę, tak wiele wysiłku wkładamy w to, co robimy, a na końcu odkrywamy, że wysiłek ten z całą mocą odcisnął swoje piętno i odebrał naszemu dziełu świeżość. Z drugiej strony największe odkrycia „dokonały się” wówczas, gdy ich twórcy w ogóle o nich nie myśleli – a to…

  • Pełnia życia (bez zbędnych dodatków)

    Niedawno moja serdeczna znajoma powiedziała mi coś, co stało się inspiracją dla tego tekstu: – Od jakiegoś czasu nie szukam już w życiu fajerwerków. Nie szukam mocnych wrażeń w ekstremalnych przygodach, nocnych imprezach, w pogoni za adrenaliną. Odnajduję pełnię życia w najprostszych rzeczach. I jest mi z tym cudownie.

  • Moc świadomego życia

    Gdybym miała wskazać jedną rzecz, jaką daje nam medytacja, coś, co jest największym profitem z jej praktykowania, wybrałabym rozwój Świadomości — takiej przez duże „Ś”, świadomości życia, świata, emocji, siebie i innych. Świadomości wrażliwej, troskliwej, dającej schronienie, a tym samym poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa i spokoju. Bo od tego rodzaju świadomości tak naprawdę wszystko się zaczyna i na nim wszystko się kończy. To ona niesie za sobą uważność (ang. mindfulness), przytomną obecność w teraźniejszości, dzięki niej możemy skutecznie zarządzać swoimi emocjami i myślami, bo wreszcie możemy im się przyjrzeć bez utożsamiania się z nimi, możemy podejmować dobre decyzje i unikać wszelakich mód i fanaberii.

Translate »