W poszukiwaniu Czystego Umysłu

 Spacery bywają uczące. Kiedy powoli przemierzasz drogę, bez konkretnego celu i pośpiechu, możesz oddać się rozmyślaniom, albo podziwiać otaczające Cię widoki. Ja, pewnego słonecznego, jesiennego dnia postanowiłam podczas spaceru poszukać Czystego Umysłu – pierwotnego stanu świadomości, niezmąconej i nieporuszonej Jaźni. Przemierzając parkowe alejki, ciesząc oczy kolorami liści i oddając się błogiemu nic-nie-robieniu, starałam się odnaleźć to doświadczenie, a kiedy tak się stanie – zatopić się w nim na dłużej.Zadanie to wydawać się można karkołomne, ale tak naprawdę każdy z nas, w każdej chwili może tego stanu dostąpić. Dlaczego zatem jawi się nam ono jako ulotne i mityczne zjawisko, podobne do jednorożca, w którego istnienie chcemy wierzyć, ale którego nikt dotąd nie widział? Odpowiedź jest prosta – to dzięki naszemu ego (pisałam już o nim TUTAJ), które jest naturalnym wrogiem Czystego Umysłu, nie lubi go, nie toleruje i zrobi wszystko, byśmy nie odkryli jego – Umysłu – istnienia. Dlaczego to robi? Bo może. Bo nieświadomi własnej, wewnętrznej mocy, tak chętnie oddajemy się mu we władanie.

Czymże zatem jest ów Czysty Umysł? I dlaczego jest tak niebezpieczny dla ego? Czysty umysł przypomina taflę wody, w której odbija się cała rzeczywistość. Jeśli powierzchnia jeziora jest nieporuszona, przypomina kryształowe zwierciadło – odbicie jest tak dokładne, że widzimy najdrobniejsze szczegóły otaczających wodę drzew, krzewów, widzimy niebo i płynące po nim chmury, widzimy ptaki i owady. Wystarczy jednak najdelikatniejszy powiew wiatru, a na wodzie tworzą się zmarszczki, które zniekształcają, albo wręcz zamazują cały ten idylliczny obraz. Owe zmarszczki to poruszenia naszego umysłu – myśli i opinie, które tworzymy na temat rzeczywistości, nasze osądy i oceny. Nasze nawykowe reakcje i zachowania przypominają zaś liście, które opadły na powierzchnię wody i skutecznie ją przesłoniły. Dopóki ich nie uprzątniemy, dopóki woda znowu się nie uspokoi, odbicie świata dalekie będzie od rzeczywistego.
A jaki jest świat? Taki, jaki jest i ani odrobinę inny. To my nadajmy mu znaczenie, my go nazywamy i interpretujemy, klasyfikujemy i racjonalizujemy – jakby bez tego świat nie miał prawa istnieć. A przecież kwiat jest piękny bez względu na to, czy ma nazwę, czy też nie. Oczywiście można go nazwać, można sprawdzić jak funkcjonuje, przeanalizować jego skład chemiczny, ale to niczego nie zmieni dla istoty samego kwiatu, da nam jedynie złudne poczucie kontroli.

W pewnym sensie pierwszy odcinek (Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki – przyp. DM) – doskonałe poglądy – zawiera w sobie wszystkie pozostałe, jako że metoda buddyjska jest nade wszystko praktykowaniem niezmąconej świadomości, widzenia świata jathabhutam – takim, jaki jest. Świadomość taka jest poświęcaniem żywej uwagi bezpośredniemu doświadczeniu, światu postrzeganemu poprzez zmysły, a nie pod postacią mylących nazw i etykietek. Samjak-samadhi, ostatni odcinek ścieżki – doskonałe skupienie – jest udoskonaleniem pierwszego i oznacza czyste doświadczenie, czystą świadomość, w której nie istnieje już dualizm poznającego i poznawanego*

 

I tu przechodzimy do drugiego pytania – co sprawia, że ego tak bardzo boi się Czystego Umysłu? Bo tam, gdzie pojawia się świadomość, ego musi zniknąć. Musi ulec dezintegracji, ponieważ nie jest w stanie funkcjonować w stanie uważnej obecności. „Tu i teraz” to śmiertelna pułapka dla ego, nie ma tu bowiem wspomnień, nie ma przypuszczeń, nie ma gonitwy myśli i emocji. Jest czysta obecność, a wraz nią  wewnętrzny spokój i radosny błogostan, które nawet w najtrudniejszych sytuacjach życiowych niosą ukojenie i pozwalają wydostać się z największych tarapatów z uniesioną wysoko głową.

Spacerując tak wśród szelestu pożółkłych liści, w promieniach słońca, postanowiłam więc porzucić wszelkie zmącenia wynikające z trosk codziennego życia, na chwilę zapomniałam o rachunkach, zobowiązaniach, planach, zadaniach, które na mnie czekają. Postanowiłam po prostu być – tu (w parku) i teraz (w ten piękny poranek). I chłonąć wszystkie pojawiające się i znikające dźwięki, zapachy, otaczające mnie kolory, powiewy wiatru, ludzi, psy i ptaki. I kiedy roztopiłam się w tym byciu, w istnieniu, w rzeczywistości, stanęłam oko w oko w nim – z Czystym Umysłem. Nie musiałam go szukać. On cały czas był ze mną, tylko go nie zauważałam, pochłonięta swoimi „bardzo ważnymi sprawami”.

Wracając z gór K’un-lun, Żółty Cesarz zgubił ciemną perłę Tao. Wysłał Wiedzę, aby ją odnalazła, ale Wiedza nie mogła jej zrozumieć. Wysłał Dalekowzroczność, ale Dalekowzroczność nie potrafiła jej dojrzeć. Wysłał Elokwencję, ale Elokwencja nie mogła jej opisać. Wysłał Pusty Umysł i Pusty Umysł powrócił z perłą.**

 

* Alan W. Watts „Droga zen”, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań, 2017, s. 89
**Benjamin Foff „Tao Kubusia Puchatka”, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 1993, s. 117

 

 

 

Jeśli Ci się spodobało, podaj dalej :)
Bookmark the permalink.

Comments are closed